Pixel Heaven 2025 za nami. Impreza była wyraźnie mniejsza niż w latach ubiegłych, ale może dzięki temu w ogóle doszła do skutku, bo organizacyjnie to jest nadal partyzantka garstki ludzi dobrej woli, którzy spinają wszystkie punkty programu trytytkami, z nadzieją, że taki prowizoryczny montaż utrzyma całość do zamknięcia bram w niedzielę. Rok temu nie utrzymał, w tym roku tak.
Moim zdaniem problemem PH jest nadmiernie rozbuchana promocja, w której anonsuje się "największe w Europie wydarzenie dedykowane branży gamedev" i składa obietnice niemożliwe do spełnienia w takiej formule organizacji. W efekcie wielkie, bo urodzinowe interaktywne wystawy komputerów (Amiga, Atari ST) czy konsol (PlayStation 2) okazują się kilkunastoma sprzętami wystawionymi na szkolnych ławkach, gdzie osoba niezorientowana nawet nie wie, co ogląda (bo nie ma żadnych opisów). Strefy automatów i pinballi to kilka wciśniętych w kąt sali maszyn (co gorsza, nowych, nie z epoki). Strefa VIP (oczywiście nieoznaczona w żaden sposób) = cztery konsole i kanapa wyciągnięta ze śmietnika. Przy (trzech) foodtruckach nie ma miejsca, żeby usiąść, więc ludzie kucają przy odrapanym murku. A "ponad 500 m2" strefy bez prądu (którą - jak podawano na stronie imprezy - "wypełnią po brzegi gry planszowe, karciane, bitewne i fabularne, komiksy, literatura i prasa") nie ma w ogóle :).
Jak na "Międzynarodowy Festiwal Gier i Popkultury" trochę lipa, ale na szczęscie coś, co narodziło się jako konwent czy party dla grupki zajawkowiczów, po latach wróciło do korzeni, dzięki czemu można było po prostu spotkać znajomych, pogadać o starych komputerach i pograć w gierki. W takiej atmosferze tradycyjne niedoróbki nie przeszkadzały, a rzeczy obiecanych, lecz niedowiezionych nikt nawet nie zauważył.
Być może to jest kierunek, w jakim powinno podążać Pixel Heaven. Nie (koniecznie pisany wielkimi literami) Międzynarodowy Festiwal Gier, ale po prostu miejsce spotkań fanów?
**
Dziękuję wszystkim, z którymi mogłem choćby w biegu przybić piątkę (jak zawsze pozostaje niedosyt, zwłaszcza że niektórych z Was zwyczajnie przegapiłem w labiryncie szkolnych sal i korytarzy; poza tym podczas imprezey musiałem także pełnić rolę czujnego wychowawcy młodego pokolenia sympatyków gier indie i retro, co zawężało moje możliwości towarzyskich interakcji).
A ponieważ spływają do mnie (słuszne!) komentarze, że spotkanie o przenikaniu się komiksowych i growych światów było zbyt krótkie, do tematu obiecuję już wkrótce wrócić w formie pisemnej na łamach poczytnego branżowego miesięcznika.
Do przeczytania i do zobaczenia!