Make money doing the work you believe in

Im dłużej jestem w internecie, tym bardziej wierzę, że nie ma czegoś takiego jak przyjemne community, podobnie jak w tej paście:

chłop wrócił z marketu z monsterą, workiem ziemi, perlitem i jakimś nawozem za 14,99, i jeszcze wtedy był szczęśliwym człowiekiem. serio myślał, że rośliny to będzie takie spokojne hobby dla normalnych ludzi. podlejesz, przesadzisz, postawisz przy oknie, czasem wrzucisz posta na grupkę i ktoś ci doradzi. zero stresu, same liście i chlorofil.

więc wieczorem zrobił zdjęcie, napisał grzecznie, że hej, dopiero zaczyna, dał trochę perlitu, trochę keramzytu na dół i pyta, czy taki nawóz będzie okej do monstery. wrzucił posta, odłożył telefon, poszedł zrobić herbatę. jeszcze wtedy nie wiedział, że właśnie otworzył wrota do roślinniarskiego piekła.

jak wrócił, miał 38 komentarzy i psychikę wstępnie naruszoną.

pierwszy komentarz: „keramzyt na dno? po co?” drugi już bez znieczulenia: „no i potem gniją korzenie.” trzeci, ton nauczycielki biologii zawiedzionej poziomem klasy: „naprawdę warto najpierw poczytać, zanim bierze się odpowiedzialność za żywy organizm.”

chłop jeszcze próbował się trzymać. odpisał, że spokojnie, pyta właśnie po to, żeby się dowiedzieć. błąd. fatalny błąd. bo od tego momentu już nie był początkującym, tylko celem.

zlecieli się wszyscy. jeden od razu wyjaśnił, że keramzyt na dnie to żaden drenaż, tylko jakaś zawieszona strefa saturacji. drugi napisał, że nawóz z marketu lany według etykiety to prosty sposób na zasolenie podłoża. trzeci zapytał, ile dokładnie procent perlitu dał, jakby od tej liczby zależał pokój na świecie.

potem weszli storczykarze, chociaż chłop nawet nie miał storczyka na zdjęciu. nie wiadomo skąd, ale zawsze się pojawiają. ktoś napisał, że „obyś tylko tak nie robił ze storczykami”, drugi dorzucił coś o gnijącej szyjce, trzeci o osłonkach bez przewiewu. chłop patrzył na tę swoją monsterę i już zaczynał się bać roślin, których jeszcze nawet nie kupił.

po chwili przyszli calatheowcy. ludzie po przejściach, z oczami martwymi od walki o wilgotność. zaczęły się pytania: jaka woda, jakie światło, jaka wilgotność, jaka ekspozycja, jaka temperatura przy oknie nocą. chłop miał jedną monsterę z marketu, a czuł się jakby właśnie składał dokumentację do odbioru szklarni tropikalnej.

potem ktoś rzucił, że uważać na ziemiórki. i to był moment, kiedy coś w nim pękło. bo nagle pod zwykłym postem o nawozie pojawiły się instrukcje jak przy skażeniu biologicznym: lepy, nicienie, kwarantanna, izolacja, wymiana warstwy wierzchniej, dezynfekcja parapetu. chłop spojrzał na doniczkę i pierwszy raz w życiu zaczął podejrzewać, że ziemia może go nienawidzić.

po godzinie siedział już cicho, scrollował komentarze i czuł, jak uchodzi z niego radość życia. jeszcze rano kupił sobie ładną roślinkę, a wieczorem wiedział już, że ma złą ziemię, zły keramzyt, zły nawóz, możliwe że złą wodę, złą doniczkę i prawdopodobnie zły charakter.

i wtedy zrozumiał, że nie ma na tym świecie bardziej toksycznego miejsca niż grupa, która z zewnątrz wygląda na spokojną. bo na forach motoryzacyjnych wiesz, że cię zwyzywają. na grupach o komputerach też. ale przy kwiatach człowiek jeszcze ma nadzieję. i właśnie ta nadzieja go dobija najbardziej.

od tamtej pory chłop już nigdy nie wrzucił posta. podlewa po cichu, perlit sypie w ukryciu, a keramzyt trzyma schowany, jakby to były twarde narkotyki. i tylko czasem, jak patrzy na monsterę, przypomina sobie tamten wieczór, kiedy chciał zacząć niewinne hobby, a zamiast tego rozjebał sobie psychikę na grupce o kwiatach.

May 16
at
8:02 AM
Relevant people

Log in or sign up

Join the most interesting and insightful discussions.